Członek zarządu który chce wyciągnąć spółkę z tarapatów finansowych, musi liczyć się z ryzykiem odpowiedzialności za długi podatkowe spółki

Anna Patoleta        05 marca 2017        Komentarze (0)

Dziś będzie znów na temat odpowiedzialności członków zarządu za zaległości podatkowe spółek kapitałowych. Skupię się jednak na odpowiedzialności członka zarządu, którego zadaniem było wyciągnięcie spółki z trudnej sytuacji finansowej i w tym celu trafił do zarządu.

Członek zarządu został powołany w skład zarządu na początku 2007 r. Poprzedni rok spółka zakończyła bardzo złym wynikiem finansowym – zobowiązania spółki przekraczały jej aktywa. Nowy prezes zarządu nie zgłosił wniosku o ogłoszenie upadłości spółki, a przystąpił do realizacji powierzonego mu zadania, czyli aktywnego działania w celu poprawy kondycji finansowej spółki. Jak wskazywał bowiem prezes, jego zadaniem nie było zakończenie bytu spółki, a wyprowadzenie spółki z załamania finansowego. Faktycznie prezesowi udało się osiągnąć swój cel, tj. spłacił długi, a następnie w 2008 r. opuścił zarząd pozostawiając spółkę w niezłej kondycji finansowej.

Kilka lat później okazało się, że w okresie pełnienia przez prezesa swojej funkcji, w wyniku błędnych rozliczeń, doszło do powstania zaległości spółki w CIT. Po odejściu prezesa, spółka znów popadła w kłopoty finansowe, a organ podatkowy nie mógł od spółki wyegzekwować zaległego podatku dochodowego. W konsekwencji wydano decyzję o odpowiedzialności podatkowej prezesa za zaległości podatkowe spółki. Sprawa prezesa dotarła do NSA (wyrok z dnia 25 stycznia 2017 sygn. akt: II FSK 3440/16).

W ocenie organów podatkowych oraz NSA przesłanki odpowiedzialności subsydiarnej prezesa za długi podatkowe spółki zostały spełnione, tj. był prezesem w czasie, kiedy powstały przedmiotowe zaległości podatkowe, wystąpiła bezskuteczność egzekucji wobec majątku spółki, a wniosek o upadłość winien być zgłoszony już w kwietniu 2007 r. Ze stanowiska tego wynika, że prezes zamiast podejmować aktywne działania na rzecz poprawy kondycji finansowej spółki, zaraz po objęciu swojej funkcji, powinien był zgłosić wniosek o ogłoszenie upadłości spółki, de facto bez względu na to, że mógł odratować spółkę.

W sprawie prezesa podniesiono, że subiektywne przekonanie o braku potrzeby zgłoszenia wniosku o ogłoszenie upadłości nie jest równoznaczne z obiektywnym brakiem zawinienia w niedokonaniu tej czynności i nie jest wystarczające do uwolnienia się od odpowiedzialności. Organy podatkowe mogą samodzielnie ocenić, kiedy wystąpił moment właściwy dla zgłoszenia wniosku o upadłość.

NSA w uzasadnieniu swojego wyroku powołał się na wyrok Sądu Apelacyjnego w Katowicach z 22 stycznia 2016 r., sygn. akt III AUa 514/15, w którym stwierdzono że:

„Nie można odmówić członkowi zarządu prawa do podjęcia ryzyka i niezgłoszenia wniosku o upadłość, mimo wystąpienia stosownych ku temu przesłanek ustawowych w sytuacji, gdy według jego oceny, uda się opanować sytuację finansową i w konsekwencji spłacić całość zobowiązań. Jednak, jeśli zarządzający, czy współzarządzający spółką takie ryzyko podejmuje, to musi to czynić ze świadomością odpowiedzialności z tym związanej i liczyć się z tym, że w przypadku dokonania błędnej oceny sytuacji rodzącej w konsekwencji choćby częściową niemożność zaspokojenia długów przez spółkę, to sam będzie musiał ponieść subsydiarną odpowiedzialność finansową. Bierna postawa członka zarządu w spółce, której sytuacja majątkowa uzasadniała wszczęcie postępowania upadłościowego, nie może być oceniona jako ekskulpacja w świetle art. 116 § 1 pkt 1 o.p.” (LEX nr 2002775).

Z takiego stanowiska płynie smutna refleksja. Mianowicie, jeśli jesteś dobrym menedżerem i potrafisz wyciągnąć spółkę z finansowych tarapatów, to nim podejmiesz się tego zadania, dobrze się zastanów. Musisz bowiem liczyć się z ryzykiem odpowiedzialności podatkowej za długi podatkowe spółki. Ponadto wynika z tego, że dla własnego bezpieczeństwa lepiej „położyć spółkę” niż ją ratować …

{ 0 komentarze… dodaj teraz swój }

Dodaj komentarz

Poprzedni wpis:

Następny wpis: